[Wstecz]Opowiadania Fantasy - Bestia cz. 5Nie tylko nie bał się słońca, ale powitał promienie z ulgą. Wylot tunelu był chyba dość szeroki! A jednak mam szczęście – pomyślał docierając do krawędzi. Ostrożnie wychylił głowę i jęknął. A jednak nie miał szczęścia. Pod nim rozciągała się niemal pionowa ściana. Do ziemi było dość daleko, żeby zabić się ze trzy razy. Srebrzysta struga płynącego u stóp góry potoku pieniła się wesoło na sterczących w nurcie kamieniach. Pewnie w najgłębszym miejscu woda sięgała kolan. Równie dobrze mógł lądować bezpośrednio na ziemi. Nie po to przecież dotarł aż tutaj, żeby się poddać! Powoli wysunął się ponad krawędź, obrócił, szukając oparcia dla nóg. Z jamy, z której właśnie wypełzł, spoglądały na niego wściekle oczy bezsilnego Draxa.
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki - Turnia Wisielca. Będę tam czekał na ciebie – poprzysiągł Liakur. Chociaż na razie wszystko wskazywało na to, że będzie czekał znacznie bliżej, jako worek pogruchotanych kości.
Żółwim tempem kierował się w stronę widocznej poniżej skalnej półki. Musiał się spieszyć. Skrzydlaty wróg wciąż mógł go dosięgnąć. Przeklęta mgła! Gdyby nie ona dzień byłby jego sprzymierzeńcem. Rozpościerała się w górze niczym chmury; na dole sunęła wśród drzew rudym całunem. Teraz pojmował już jej znaczenie.
But ześlizgnął się. Liakur próbując odzyskać równowagę uderzył twarzą o skałę. Dłonie straciły oparcie i otchłań wessała go w siebie. Wylądował z impetem na skalnym gzymsie. Żebra znów dały znać o sobie, poranione ręce i twarz krwawiły. Leżał, ciężko dysząc i usiłując złapać dech, dziwił się temu, że żyje. Z uporem szaleńca powlókł się w stronę krawędzi. Do ziemi wciąż było daleko. Najwyższe jodły nie wyrastały tak wysoko. Z góry dobiegł szum skrzydeł. Narastał. Liakur podjął decyzję. Wyciągnął szpikulec i wyrzucił go. Nie miał ochoty ginąć przebity przez zakichaną wykałaczkę.
- I tak zaraz umrę – warknął wstając. Nie było w nim żalu, a jedynie złość, że dotarł aż tutaj na próżno. Cofnął się i wziąwszy rozbieg, skoczył w kierunku sterczącego w dole, jak zaostrzony pal, wierzchołka najbliższej jodły.
Czyjeś dłonie niespodziewanie objęły go wpół. Krzyknął z bólu czując uścisk na obolałym ciele. Próbował wyrwać się, lecz na próżno. Białe skrzydła wprawnie biły powietrze. Minęli wierzchołki drzew, szybując na południe.
***
Liakur z trudem oddychał. Nawet jego ciało miało granicę wytrzymałości, a ostatnie zajścia zdawały się niebezpiecznie przekraczać ową granicę. Neriana obniżyła lot. Wylądowała nadspodziewanie delikatnie dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 lancan 2007-03-24 [Wstecz] [Strona główna]
 | | 2010-07-29 16:28:10 WOW(666) Brat G:
To byla reklama Do tej pory nie dodano komentarzy. | |
[Wstecz] [Strona główna]
|