[Wstecz]Opowiadania Fantasy - Szmerkasjiuty. I to nie tą ich dziecięcą rączkę, ale taką jak moja, o! – By było jasne, co ma na myśli, rozłożył dłoń, która wielkością i twardością bliższa była łopacie. - A po czymś takim to niedźwiedź da się osiodłać i jeszcze przez przeszkody będzie skakał jak sarenka. Można się posrać ze złości przez te wydelikacone, wiecznie uśmiechnięte buźki. Mam takich dwóch na bramie. Dobre chłopy. Fechtują aż miło. A zwinne… Żeby takiego trafić, trza się nieźle namachać. A jak prują z łuków! Z pięciuset kroków trafiłby komara. Jeszcze by się, psi syn, spytał, w które… – Mrugnął zawadiacko do Nehalennii. - … ma mierzyć. Ale te ich gęby. Patrzeć już czasem nie mogę. Tacy ładni, tacy gładcy, tacy,
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki kurwa, szczęśliwi. Kazałbym im cały czas nosić hełmy, ale jeszcze się obrażą i se pójdą w cholerę. A to moi najlepsi żołnierze. Mówię wam, sytuacja bez wyjścia. – Skończył zgodnie z oczekiwaniami basowym śmiechem.
Podobnież wywód skomentowali słuchacze. Mężczyzna głośniej i z takim rezonansem, że nieustannie wędrujące w ścianach szczury przystanęły w biegu, gdy im powietrze w płucach raptownie zawibrowało. Kobieta zaś ciszej, bardziej dyskretnie, jakby od śmiechu odprowadzało się podatek zależny od potencjału radości.
W ten sam sposób, w jaki żołnierz przeskakiwał na kolejne tematy, postanowił zakończyć spotkanie. Po prostu wstał i zaczął się żegnać. Wyraził przy tym nadzieję, by przy następnej okazji białowłosej bardziej humor dopisywał. Nehalennia uśmiechnęła się mimowolnie i przyłączyła do życzenia, choć nie mogła przewidzieć, kiedy ponownie zawita w Nauburgu i czy w ogóle.
Czujnie wypatrująca odpowiedniej chwili Karmella, dopadła syna przy drzwiach. Wytarmosiła ponownie, włożyła w ręce wielki na pół stołu kawał ciasta, zawinięty w kraciastą chustę, i dopiero pozwoliła odejść.
W dobrym towarzystwie czas zawsze płynie za szybko, obiad minął więc nim się dobrze rozpoczął.
To popołudnie miało być dla Nehalennii kopią poprzedniego. Spędzone przy rogowym stole z dzbanem wina i piórem w dłoni. Spodziewała się umiarkowanego spokoju, który wymagałby czasem obrony. Stało się inaczej.
- Jest coś, o czym już prawie nikt nie pamięta – tajemniczo zaczął Bernard. - Bardzo dawno temu, przed powstaniem Nauburga, u zarania samej Świątyni, tuż po śmierci Starego Świata… Byłaś na Placu Grahell, hę? – wypalił znienacka.
Kwiat Nocy zbita z tropu nic nie odpowiedziała, więc od razu wyjaśnił, że chodzi o zazieleniony plac dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 boleslav 2007-03-24 [Wstecz] [Strona główna]
 | | 2010-09-03 09:52:37 WOW(666) Brat G:
To byla reklama Do tej pory nie dodano komentarzy. | |
[Wstecz] [Strona główna]
|