Stoi pod drzewem oparty,
Ranny smiertelnie,
Skłóty włóczniami...
Krew płynie wartko,
Zycie zeń ucieka,
Oczy mu mgleją...
Śmierć się zbliża...
Kruk czarny nad jego głową,
On o pien oparty stoi,
A krew na ziemię kapie powoli...
Kruk czarny siadł na gałęzi,
On śmierci jest zwiastunem,
On śmierci wysłannikiem...
Śmierć coraz bliżej...
Desz pada z niebia,
By ziemię z krwi obymyć,
Po gałęziach cieknie...
On głowę unosi,
By w niebo spojrzeć,
Tam ciemne chmury...
Śmierc jest juz blisko...
Mokry od deszczu,
Skurczony z zimna,
Kruk czarny z drzewa zlatuje...
Na ramieniu siada,
Spogląda na ranę,
Skrzeczy przeraźliwie...
Śmierć juz u boku...
Po raz ostani w niebo spogląda,
Czarne, do śmierci podobne,
Która w ramiona go swoje bierze...
I wydal rycerz ostatnie swe tchnienie,
Nie będzie bólu,
Ni cierpienia więcej...
Śmierć bierze go w swe ręce...
I padło ciało na ziemię bezwładnie,
I upadł miecz,
Upadła tarcza...
Deszcz kropił na ziemię,
Na ciało,
Na kruka...
A dusza rycerza w nicości się błąka, by swiatła juz nie zobaczyć...
|