Pod zamkniętymi słońc powiekami,
Przy zwiewnych puchach, pąsowych chmur,
Pod rykiem gwiazd, z ich mgławicami,
U posad się rozpęka, cierpienia mur.
Rozrywa w wiekach, lite spoiny życia.
Jawi karmazynem wnętrze okryte
I niema nic, nic do ukrycia.
Skorupę opuszcza, życie kirem zryte.
W demonicznych, łzawych oczach syna,
Pasący się lękiem, anioł się narodzi.
Czy to będzie żywych, czy w pierś skryta moja wina,
Strzeli nicością i w strach serc ugodzi.
Szloch gwiazd, łzami krwawymi pławi me dłonie.
Trzewia dusz niewinnych, rozściela dywanem,
Serca w grzechu płoną i mej duszy, snop płonie
Armagedonu śmierć, otuli świat nad ranem.
|